sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział IV

                                                               
Klaudia: Czyżby przypadek, że znowu go spotykam? Nie miałam pojęcia, ale cieszyłam się że dotrzymuje mi ktoś towarzystwa, co było u mnie dziwne bo od roku byłam zwolenniczką samotnych spacerów. Teraz szliśmy w mileczeniu co chwilę zerkając na siebie. Dlaczego przy nim ta cisza jest tak bardzo krępująca? Szliśmy bardzo blisko siebie, na tyle blisko że nasze dłonie prawie się ze sobą stykały, a ja czułam śliczny zapch męskich perfum. Podążaliśmy nadal w milczeniu, a ja powoli zaczynałam czuć że zwariuje w tej ciszy. Wyczułam także z jego strony pewien rodzaj niepokoju i już miałam się odezwać, lecz mój towarzysz mnie ubiegł.

- Mogę cię o coś zapytać?

- Jasne. - Odpowiedziałam.

- Ee no więc.. yyy czy poszłabyś ze mną do kina? - Zapytał, a ja poczułam dziwne uczucie w sercu. Czułam, że powinnam iść i postarać się zacząć być szczęśliwa. Ale czy to aby na pewno dobry pomysł? Po chwili zorientowałam się, że już stoimy pod moim domem, a Damian czeka na odpowiedź.

- Przemyślę to i jutro ci powiem, a teraz już chyba powinnam iść. Dzięki za dotrzymanie towarzystwa i do zobaczenia jutro.

- Do zobaczenia. - Powiedział z uśmiechem na twarzy chłopak.



*****************************

Wstałam wyjątkowo wcześnie i zaczęłam zastanawiać się nad propozycją mojego sąsiada. Czy to byłaby randka? W tej chwili przypomniały mi się ostatnie słowa wypowiedziane przez mojego chłopaka "Obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa" potem tylko zamknął oczy i odszedł. Może to najwyższy czas na moje szczęście? Godzinę później byłam już w drodze do szkoły, po chwili dołączył do mnie także Damian. Widziałam, że chce zapytać czy przemyślałam jego wczorajszą propozycję. Uprzedziłam jego pytanie i powiedziałam krótko.

- Zgoda.

- Ale na co? Bo nie rozumiem. - Zapytał.

- Chętnie wybiorę się z Tobą do kina. - Odpowiedziałam i pierwszy raz od bardzo dawna uśmiechnęłam się.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę.

Po chwili dotarliśmy do szkoły i oboje pogrążyliśmy się w swoich codziennych obowiązkach. W szkole widywaliśmy się tylko na lekcjach, a potem nie było okazji do spotkania. Na jednej z przerw poszłam do naszej szkolnej biblioteki, lubię czytać nawet bardzo. Czytanie jest takim moim sposobem na nude lub zwykłym relaksem. Gdy weszłam do pomieszczenia, w środku nie było nikogo prócz dwóch osób rozmawiających w kącie. Podeszłam cicho i ze zdziwieniem odkryłam że są to dwaj chłopcy, a jednym z nich był Damian. Chciałam już wyjść i się przywitać, ale zaciekawiła mnie ich rozmowa.

- ......narazie zaprosiłem ją tylko do kina, poza tym mam jeszcze czas więc panna nawet się nie zorientuje kiedy owinę ją sobie wokół palca. - Powiedział mój sąsiad. A ja poczułam się jak śmieć, miałam ochotę podejść i go uderzyć, ale tylko się odwróciłam i wyszłam z biblioteki. W szkole nie chciało mi się już siedzieć więc zwolniłam się z ostatniej lekcji. Poszłam do parku i usiadłam na pierwszej lepszej ławce, spojrzałam na małe zagłębienie koło mojej ręki spoczywającej na oto tej właśnie ławce i ujrzałam małe serduszko wystrugane nożem, a w nim dwie litery K i N. Poczułam cudowne ciepło na sercu, a po chwili po moim policzku spływała pojedyncza łza. Wspomnienia na nowo wracały, wszystkie spędzone razem chwile, plany na przyszłość i inne wtedy tak dla nas ważne sprawy. Przy nim czułam, że mam już wszystko teraz czuję się jakbym nie miała nic. Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane? Przy Damianie czułam się bezpieczna, ale on chciał mnie tylko wykorzystać. Dziwne bo nie czułam się jakoś specjalnie nieszczęśliwa z tego powodu, to chyba dobrze. Wstałam już i zaczęłam kierować się w stronę domu, ale zauważyłam tego palanta więc włożyłam słuchawki w uszy i poszłam w przeciwną stronę.

Damian: Wracałam właśnie do domu, gdy nagle zauważyłem Klaudię. Chyba miała iść do domu, ale miałem wrażenie że jak tylko ujrzała mnie na swojej drodzę to zaczęła się kierować w przeciwną stronę. Poszedłem za nią i chciałem zapytać o nasze wyjście do kina. Ta dziewczyna bardzo mnie intrygowała raz była miła, a za chwilę stawała się wcieleniem zła. Ale mimo wszystko działała na mnie w taki pozytywny sposób. Gdy tylko ją dogoniłem zauważyłem że słucha muzyki, więc delikatnie wyjąłem jej jedną słuchawkę z ucha i poprosiłem o rozmowę. Ale ta tylko mnie zignorowała i przyśpieszyła kroku. Jeżeli to miał być żart, to dla mnie był mało zabawny. Po chwili nie wytrzymałem stanąłem naprzeciwko niej i uniemożliwiłem dalszą drogę. Dziewczyna spojrzałam na mnie tym swoim lodowatym spojrzeniem i po chwili się odezwała:

- Czego chcesz?

- Jak to czego chce? Już nie pamiętasz byliśmy umówieni, tylko nie mów że się rozmyśliłaś. - Powiedziałem i liczyłem na jakąś normalną odpowiedź.

- Jasne, chodźmy. A potem tylko czekajmy jak owiniesz mnie sobie wokół palca, jesteś tak żałosny że aż mi ciebie szkoda.

Po tych słowach jak gdyby nigdy nic odeszła. Chciałem za nią biec, ale wiedziałem że to mi i tak nic nie da. Byłem na siebie wściekły, cholernie wściekły za to co się stało. Ten zakład to była tylko oznaka mojej głupoty, ale jestem pewien że gdybym poznał ją wcześniej to nigdy bym się na nic takiego nie zgodził. Nawet sobie nie wyobrażam co ona teraz musi czuć, po tym co przeżyła byłem pierwszą osobą której zaufała, a ja zachowałem się jak totalny kretyn. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić dlatego usiadłem na jednej z pobliskich ławek i pogrążyłem się w dalszych rozmyślenich. Pierwsze co mi przyszło do głowy to napisać do chłopaka od zakładu. Po chwili wystukałem następujące słowa: "Koniec zakładu, gratuluje wygrałeś" i udałem się w stronę swojego domu. Po chwili byłem już obok swojej posiadłości i miałem już wchodzić do domu, ale zauważyłem że z przeciwnego budynku wychodzi drobna osóbka i postanowiłem wyjaśnić sobie z nią wszystko.

- Proszę zaczekaj i daj mi to wszystko wyjaśnić. Nie proszę cię o nic więcej tylko daj mi się wytłumaczyć. - Powiedziałem błagalnie, a dziewczyna automatycznie się zatrzymała.

- Nie chce twoich tłumaczeń dla mnie wszystko jest jasne.- Powiedziała spokojnie....No właśnie chyba za spokojnie i poszła w stronę swojego domu. Po chwili zniknęła za drzwiami, a ja przeklinając pod nosem usiadłem na schodkach.



Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam. Rozdziały miały być dodawane co najmniej raz w tygodniu no, ale nawaliłam. Dość, że miałam kiepską sytuacje w rodzinie to jeszcze szkoła -,- Co prawda jest końcówka roku szkolnego i trochę w szkole cisną, ale rozdziały będą dodawane raz w tygodniu. Ten jest krótki i dość sporo się dzieję, ale był pisany wcześniej a dzisiaj tylko go dokończyłam. Jeżeli ktokolwiek jeszcze tu zagląda proszę o komentowanie. Kolejny rozdział pojawi się we wtorek lub środę :)

sobota, 11 maja 2013

Rozdział III

Klaudia: Gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki zbliżające się w moją stronę, czyżby ktoś był na tyle głupi co ja i spaceruje w deszczu? Pomyślałam zdziwiona. Nie chciałam się odwracać, nawet nie interesowało mnie kto tam idzie. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i zapomnieć o świecie. Już kierowałam się do mojego celu gdy usłyszałam tak dobrze znany mi głos:

- Przepraszam.

Boże, czy on mi nigdy nie da spokoju? Mam gdzieś jego przeprosiny, jeszcze trochę i oskarże go o prześladowanie. Od samego rana za mną łazi jak jakiś chory psychicznie. Już miałam nic nie odpowiadać tylko iść dalej do domu, ale wpadł mi do głowy pewien pomysł.

- Przyjmę przeprosiny pod jednym warunkiem. - powiedziałam trzęsąc się przy tym z zimna.

- Jakim? - Zapytał zdziwiony chłopak.

- Dasz mi raz na zawsze święty spokój.

Powiedziałam to i ruszyłam w stronę swojego domu, a od chopaka tylko uslyszałam słowa "Ok, jak sobie życzysz" Po chwili byłam już w domu i nie mówiąc nic nikomu poszłam przebrać się w suche ciuchy i poczytać książke. Jednak coś nie dało mi się skupić, czułam się z tym źle ale nie wiedziałam co to było. Po dziesięciu minutach zrezygnowałam i postanowiłam zająć się czymś innym. Podeszłam do okna i patrzyłam na niebo po chwili mój wzrok powędrował na pewien ruchomy punkt wchodzący do domu moich sąsiadów, to był on. Teraz już chyba wiem co nie dawało mi spokoju i nie mogłam się skupić..miałam wyrzuty sumienia, że tak go potraktowałam. Przez chwilę nawet ogarnęła mnie chęć pójścia do niego i powiedzenia mu tego czego jeszcze nigdy nikomu nie mówiłam. Czyli jak bardzo jest mi źle, że nikt mnie nie rozumie i nie zauważa, a jak już pojawił się on nie chciałam mieć nikogo. Wiem, jestem dziwna i wcale mi to nie przeszkadza. Leżałam tak jeszcze chwilę i nawet nie zauważyłam kiedy usnęłam. Rano obudziło mnie głośne trzaśnięcie drzwi, spojrzałam na zegarek i zorientowałam się że mam jeszcze piętnaście do rozpoczęcia pierwszej lekcji - historii. Przedmiot, którego od zawsze nienawidziłam, a nauczycielka tego przedmiotu nie tolerowała spóźnień. Szybko się ubrałam i bez śniadania wybiegłam z domu, chyba pierwszy raz "biegłam" jak dla mnie bieganie jest najgorszą czynnością jaka może mnie spotkać. Gdy byłam już w szkole było pięc minut po dzwonku no tak świetnie, a wiecie co było najlepsze? Po chwili do szkoły wbiegł też zaspany Damian. Jak wparujemy razem do klasy to będzie niezły dym. Bez słowa oboje weszliśmy do klasy i odrazu wszystkie oczy zostały skierowane na nas, a nauczycielka przemówiła:

- No proszę, proszę kogo my tu mamy. Co macie na swoje usprawiedliwienie? - Zapytała, a ja już miałam odpowiedzieć, ale powiedział Damian.

- Pani, profesor bo to jest moja wina. Już byłem pod szkołą, ale zobaczyłem Klaudie i ją zatrzymałem.

- Ahh tak, więc będzecie mieli sporo czasu, żeby sobie pogadać po lekcjach. Posprzątacie schowek w sali gimnastycznej. I radzę nie dyskutować bo w bibliotece też przydałoby się posprzątać.

Byłam wkurzona i.....głodna w końcu nie zjadłam śniadania. Pozostałe lekcje minęły dość szybko i fajnie bo nie było żadnej niespodzianki w stylu "wyciągamy karteczki". Ten dzień chciałam mieć jak najszybciej za sobą, ale najgorsze było dopiero przede mną. W szkole poza nami był jeszcze tylko woźny, który tamtego pamiętnego dnia dał Damianowi klucze od mojej szafki. Gdy zajrzałam do tego schowka myślałam, że chyba śnie. Ostatni raz ktoś tam sprzątał chyba przed wojną. Bez słowa zaczęłam przeglądać nasze szkolne "wynalazki" do ćwiczeń i zastanawiać się do czego one służą. W szkole jak nigdy było bardzo cicho, a mi to nie przeszkadzało. Lubię ciszę, to jest takie miłe uczucie, można pozbierać myśli. Jednak moje myśli błądziły tylko do chwili w której kazałam mu się ode mnie odwalić, nawet nie wiem dlaczego to zrobiłam może bałam się, że on będzie pierwszą od bardzo dawna osobą która zakłóci moje spokojne i poukładane życie. Chociaż czy to można nazwać spokojnym życiem? Ciągle mam ochotę płakać, nie lubię ludzi, jestem bardzo samotna i cholernie nieszczęśliwa, dla mnie to było normalne życie...ale przecież to jestem ja. Mimo, że cisza która tu panowała była taka jak inne, to przeszkadzało mi to że nie mogę usłyszeć jego głosu....zaraz o czym ja myślę? Po kolejnych minutach tej niezręcznej ciszy, powiedziałam coś co bardzo mnie zdziwiło.

- Przepraszam Cię.

- Słucham?! - Odpowiadział równie zdziwiony co i ja chłopak.

- No więc, ja wcale nie chce żebyś dał mi spokój. Ja wtedy przesadziłam. Po prostu myślę że chyba powinieneś traktować mnie tak jak reszta klasy czyli jakbym w ogóle nie istaniała.

- Ale ja nie mogę w ten sposób, odkąd tylko cię zobaczyłem wiedziałem że jesteś inna tylko nie potrafiłem tego w jakiś normalny sposób wyrazić. - Odpowiedział Damian.

- Lepiej będzie jak dokończmy sprzątanie, chce na kolacje wrócić do domu. - Powiedziałam i bez słowa zaczęłam dalsze porządki.

Damian: Powiedziałem jej to co chciałem, a ona po prostu zmieniła temat. Nie wiedziałem kim jest ta dziewczyna, że tak na mnie działa. Gdy tylko ją widzę moje serce zaczyna mocniej bić, czuje te pieprzone motylki w brzuchu więc teraz tylko czekać na "i żyli długo i szczęśliwie". Ale...przecież to nie powinna być ona, nie wiem dlaczego tak mnie do niej ciągnie. W tej dziewczynie jest coś "wyjątkowego", ale przecież to ja Damian Nowak, a myślę jak jakiś przereklamowany romantyk. Mogę mieć każdą dziewczynę, a ona i tak mi kiedyś ulegnie. Tylko nadal martwiło mnie to, że przy tej dziewczynie zmieniam się jakbym całkiem nie był sobą. Po dwóch godzinach pracy w szkole, oboje poszliśmy do swoich domów. Właściwie to szliśmy razem, ale osobno. Gdy doszliśmy do siebie rzuciliśmy sobie tylko oschłe "cześć" i po chwili oboje byliśmy już w swoich posiadłościach. Nawet nie zdążyłem zdjąć butów, a Majka już mnie torturowała pytaniami:

- Mmm, a co to za romanse brat? Widzę, że już się polubiłeś z naszą sąsiadką skoro tak razem wracacie do domu.- Powiedziała z tym jej cwanym uśmieszkiem.

- Oo ktoś tu nie ma własnego życia? Lepiej mi zejdź dziewczyno z drogi, a jak chcesz coś zrobić pożytecznego to poproszę jakiś dobry obiad. - Powiedziałem i jak zwykle przy naszych "sprzeczkach" posłałem jej coś w rodzaju wrednego uśmiechu.

- Chyba śnisz chłopcze, ja wychodzę pa.

Po naszym jakże pieknym pożegnaniu, poszedłem na górę do swojego pokoju. Dopiero dzisiaj zorientowałem się, że mój i Klaudii pokój są naprzeciw siebie. W tej chwili dziewczyny nie było w pokoju, a ja zawiedziony zacząłem sprawdzać jakie mam lekcje do odrobienia. Miałem zrobić tylko jakieś zadania z matmy, przedmiotu którego nienawidzę. Nie miałem już siły na myślnie więc wybrałam się na krótki spacer. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego życie jest takie dziwne. Niby wszystko jest dobrze, ale czegoś mi brakuje, a raczej kogoś. Idąc przez park, zauważyłem moją siostrę no tak ona jak zawsze włóczy się ze swoimi koleżankami. Udając się dalej przed siebie nie zwróciłem na nie uwagi i pogrążyłem się w dalszych rozmyśleniach. Nawet nie zauważyłem kiedy nadeszła noc, nie chciałem aby rodzice się o mnie martwili i zawróciłem do domu. Idąc tak, zauważyłem Klaudię aż uśmiech sam zagościł na mojej twarzy. Podeszłem do niej i się odezwałem.

- Nie za późno na spacerek?

- Dla mnie nigdy nie jest za późno. Ale miałam już zamiar wracać, zrobiło się trochę późno.

- To może cię odprowadzę? Właśnie idę do domu. - Zaproponowałem.

- Właściwie to czemu nie. - Odpowiedziała.

Ps. Post był pisany wcześniej, miałam go pisać od nowa ale nie było czasu. Nie jest za dobry, ale obiecuje poprawę przy następnych. :)

piątek, 3 maja 2013

Rozdział II

Klaudia: Okazało się, że ten chłopak to Damian. Zdziwiło mnie to, że jest miły. Ale on i tak nie pasuje do mojego "świata", dlatego zdecydowałam że jak najszybciej się go pozbędę. Najbardziej żałowałam tego, że powiedziałam mu o tym wszystkim. Nikt poza rodziną o tym nie wiedział, a jak tak po prostu opowiedziałam o tym ledwo poznanemu chłopakowi. Bez słowa, rzuciwszy jeszcze jedno spojerzenie na grób Nikodema, odeszłam. Czułam, a raczej słyszałam jak on za mną idzie, nie chciałam z nim gadać, więc przyspieszyłam kroku jednak chłopak po chwili do mnie dołączył. Nie odzywając się, nadal szłam przed siebie. Po tych kilku minutach milczenia on odezwał się pierwszy.

- Dlaczego taka jesteś?

- Jaka? - Odpowiedziałam oschle.

- Taka inna niż wszystkie. Najpierw mi się zwierzasz, a potem uciekasz bez słowa. Czy zrobiłem coś źle? - Zapytał chłopak.

- To raczej o co tobie chodzi?! Od samego rana coś jest nie tak. Chciałeś usłyszeć historię mojego życia to ją usłyszałeś, a teraz łaskawie spieprzaj. - Mówiąc to byłam już wściekła. Dlaczego oni wszyscy są tacy sami..A może to ja jestem inna, to wszystko moja wina. Gdybym nie odrzucała wszystkich którzy chcą mi pomóc to pozbierałabym się po utracie mojego chłopaka. Po tym jak Damian odszedł bez słowa, krążyłam bez celu po parku. Nagle poczułam wibracje w kieszeni, wyciągnęłam telefon i przeczytałam wiadomość od mamy "Miałaś być na obiedzie z sąsiadami, masz jeszcze piętnaście minut i widzę cię w domu." No tak, jeszcze ten obiad..cudownie. Jako, że z parku do domu mam pięć minut drogi po chwili siedziałam już w łazience i zakładałam sukienkę, którą kupiła mi mama. Nie lubię sukienek, ale zostałam zmuszona do jej założenia. Gdy już się ubrałam, rozpuściłam włosy i zeszłam na dół powitać nowych mieszkańców Wilmingtonu. O mało nie wyłożyłam się na schodach, gdy zobaczyłam wraz ze swoimi rodzicami Damiana i jego młodszą o jakiś rok siostrę. Podałam wszystkim ręcę i się przedstawiłam, z wyjątkiem jego. Posłałam mu tylko piorunujące spojrzenie i powiedziałam jak najmilej się dało "My już się znamy." Po skończonym posiłku miałam już wstać i odejść, ale spotkałam na sobie spojrzenie ojca i postanowiłam jeszcze posiedzieć. Po chwili moja mama zrobiła coś bardzo głupiego:

- Klaudia, skoro już się znacie z Damianem to idźcie na góre, pokaż mu swój pokój.

- Ale...No dobrze. Idziesz? - Zapytałam.

Chłopak nie odpowiedział tylko w milczeniu podążał za mną, co bardzo mi odpowiadało bo nie miałam ochoty gadać..tym bardziej z nim.

Damian: Po akcji na cmenatrzu, nie miałem ochoty z nią gadać. Co ona sobie wyobraża, że najpierw będzie udawała zranioną sierotkę a potem wrzeszczy jak jakaś opętana. Po chwili oboje byliśmy już w jej pokoju. Nie był duży, ale przytulny i ładny. Ściany miały kolor beżowy i wisiały na nich jakieś zdjęcie. Już miałem o nie zapytać, ale zauwżyłem tego chłopaka więc sobie darowałem. Rozglądałem się chwilę po pokoju i w końcu panującą wśród nas ciszę postanowiła przerwać Klaudia,

- Wiedziałeś, że jesteśmy sąsiadami i dzisiaj się spotkamy na obiedzie?

- Nie wiedziałem i ostrzegam że jeżeli i z tego powodu masz zamiar się na mnie wydzierać to.. - Oczywiście królewna nie dała mi dokończyć.

- To co?! Pobiegniesz do mamusi i poskarżysz się jaka to jestem zła, bo na ciebie krzyczę? Jesteś żałosny. - Powiedziała, a mnie zamurowało. Jeżeli myśli że może tak mną pomiatć to się grubo myli. Wkurzony wyszłem z jej pokoju, a następnie poszedłem do domu. A zapowiadało się tak pięknie, ale zobaczymy w szkole czy nadal będzie taka pewna siebie. Już miałem wyjść z mojego domu, ale do pokoju wparowała jakby nigdy nic moja siostra Maja. Jest młodsza ode mnie o rok, ale i tak jej nie lubię. Wtrąca się tylko tam gdzie jej najmniej potrzebują. Miałem już rękę na klamce, ale ona się odezwała:

- Powinieneś ją przeprosić.

- Śmieszna jesteś, nawet nie mam takiego zamiaru to ona zaczęła. A ze mną się nie zadziera.

Postanowiłem się przejść, tylko nie miałem pojęcia gdzie. Zdenerwowany na moją nowo poznaną "koleżankę" poszedłem prosto przed siebie.

Klaudia: No tak, cudownie.. Dość, że ta przybłęda Damian nie daje mi spokoju to jeszcze rodzice są źli że tak brzydko potraktowałam mojego nowego "kolegę". Szłam pogrążona myślami w okolicach parku, gdy nagle poczułam jak ciężkie krople deszczu opadają na moją twarz i włosy. Jeszcze tego mi brakowało, pomyślałam. Nie wiedziałam co robić, czy uciekać do domu lub może gdzieś się schować? Wolałam, jednak biec do domu, już się kierowałam w tamtą stronę gdy nagle...

Ps. Nie wiem czy się podoba, tym którzy być może to czytają. Ale pragnę przypomnieć że komentarze to chęć do dalszego pisania.

środa, 1 maja 2013

Bohaterzy

Główni bohaterzy:
Klaudia: Jest to osiemnastoletnia dziewczyna, mieszkająca w małym miasteczku Wilmington. Ma piękne długie ciemny blond włosy, błękitne jak niebo oczy i ponętne usta. Dziewczyna jest dość niska ponieważ ma tylko 162 cm wzrostu. Odkąd zmarł jej chłopak Nikodem, zamknęła się w sobie i unika rówieśników.


Damian: Jest to wysoki brunet o zielonych oczach. Większość osób uwarza go za zbyt pewego siebie egoistę. Uważa, że zawsze ma rację i nie potrafi przyznawać się do popełnionych błędów. Damian ma tyle lat co Klaudia, po przeprowadzce do Wilmington dołącza do klasy dziewczyny.

Ps. Sory, ale wcześniej zapomniałam dodać bohaterów :D

Rozdział I

Klaudia: Wyrwałam się już ze sną, jednak nadal nie chciałam otwierać oczu. Miałam skrytą nadzieję, że jeszcze jest noc i nie będę musiała iść do miejsca, którego szczerze nienawidziłam. Już prawie usypiałam, gdy nagle usłyszałam krzyk mojej matki...Czyżby pamiętała, że tu mieszkam? To dziwne zawsze o tej porze była w swojej pracy.

- Klaudia, zejdź na dół proszę. - Krzyknęła moja rodzicielka.

Nie miałam wyjścia powoli wygramoliłam się spod ciepłej kołdry i zbiegłam na dół do kuchni, gdzie już czekała na mnie matka.

- Tak? - Zapyatłam obojętnie.

- O 15:00 mamy gości, przychodzą nasi nowi sąsiedzi. Dlatego gdy wrócisz ze szkoły, posprzątaj w pokoju i ubierz się jakoś przyzwoicie, jak na dziewczynę nie przystało ci chodzić ciągle w szarych lub czarnych ubraniach.

- Przykro mi, ale dzisiaj idę na cmentarz. - Powiedziałam i wspomnienia znowu powróciły. Ten dzień zapowiadał się pięknie, a jak skończył? Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu.

- Cmentarz? Po co ty tam idziesz dziecko?

- Dzisiaj minął rok od śmierci Nikodema. - Powiedziałam i poczułam jak moje oczy mimowolnie zaczęły robić się wilgotne.

- Nikodema? Ah tak, no jak musisz to idź.. Ale wróć szybko. To ja idę do pracy, pa.

Nie odpowiedziałam tylko szybko pobiegłam do łazienki i wytarłam spływające po mojej twarzy łzy. Wcale nie dziwiło mnie to, że moja matka początkowo dziwiła się kim jest Nikodem. No bo co może ją obchodzić jakiś chłopak, który uratował jej córkę rok temu przed uzbrojonym w nóż gnojem. Byłam jednocześnie wściekła i smutna. Nie miałam ochoty akurat dzisiaj iść do szkoły, ale musiałam mimo że i tak nikt by nie zauważył mojej nieobecności. Po chwwili zorientowałam się, że mam tylko 30 minut na dotarcie do szkoły. W pośpiechu się ubrałam i po chwili wybiegłam już z domu. Szłam jak zwykle sama, co bardzo mi odpowiadało. Widziałam innych uczniów idących jak codzień śmiejąc się i wygłupiając. Kiedyś uwielbiałam się śmiać, idąc do szkoły byłam taka sama jak oni. Czasami tęskniłam za czasami kiedy byłam szczęśliwa, ale życie widocznie postanowiło skopać mi tyłek. Szłam cały czas myśląc i w końcu doszłam do tego miejsca w którym wolałabym nie być. Weszłam jak zawsze do szkoły i kierowałam się w stronę mojej szafki po potrzebne książki. Spacerując do mojego celu obserwowałam tych wszystkich szczęśliwców, którzy mieli te swoje głupie uśmieszki na twarzach i rozmawiali ze swoją grupką przygłupów. Nagle zauważyłam, że ktoś stoi przy mojej szafce. Co najlepsze szafka była otwarta.

- Ej! Dlaczego grzebiesz w mojej szafce? - Zapyatłam wściekła, gdy zobaczyłam że tajmemniczy chłopak patrzy na zdjęcia moje i Nikodema.

Damian: Dostałem od woźnego kluczyki do szafki..Tylko dlaczego są w niej już książki i zdjęcia jakiejś laski z jej chłopakiem. Stałem i się wlampiałem się jak głupi, gdy nagle podbiegła do mnie wyraźnie zła ta dziewczyna która była na zdjęciu. Krzyknęła na mnie, a ja odrazu postanowiłem się usprawiedliwić.

- Ej mała, wyluzuj. To woźny dał mi te klucze, widocznie pomyłka.

- Mało mnie to obchodzi, wypad stąd i odłóż to zdjęcie! - Krzyknęła, jakbym conajmniej trzymał w rękach bombe.

- Słuchaj, przestań się tak wydzierać. Nie moja wina że dostałem złe klucze! - Odpowiedziałem i w złości miałem ochotę już rozerwać to zdjęcie.

- Odłóż to zdjęcie..proszę, jest dla mnie bardzo ważne. - Powiedziała, a ja poczułem się dość głupio, bo zauważyłem, że jej oczy zaczynają się szklić.

- No dobra, ale przecież zrobicie sobie razem z tym kolesiem jeszcze milion takich zdjęć więc nie rozumiem o co ci chodzi.. - Po chwili żałowałem tych słów, bo dziewczyna wybuchła płaczem i pobiegła podajże w stronę łazienki. Zrobiłem głupią minę i odeszłem, z roztargnienia nie zauważyłem że wziąłem ze sobą to zdjęcie. Zdziwiłem się gdy tajemnicza piękność przyszła na lekcje w normalnym stanie. Aaa...no tak to jest dziewczyna w ciągu pięciu minut może zrobić cuda ze sobą. Po lekcjach miałem już ruszyć do domu, ale zobaczyłem że nadal mam ze sobą zdjęcie tej laski. Zobaczyłem ją i zacząłem iść, aby jej oddać to. Dość dziwnie czułem się, śledząc ją. Zdziwiło mnie jedynie, że kieruje się w stronę cmentarza. Mimo że mieszkam tu dopiero tydzień już wiem co gdzie jest. Szedłem za nią cały czas, czasami dziwiłem się że jeszcze mnie nie zauważyła. Idąc przez cmentarz zatrzymała się przy jednym z grobów i zaczęłam płakać. No nie, jak ja mam do niej podejść jak znowu zaczyna ryczeć, pomyślałem. Mimo, że nie miałem ochoty tam iść, w końcu przełamałem się i podszedłem.

- Hej...to chyba twoje.. proszę. - I oddałem jej zdjęcie..Ale chwila czy koleś na zdjęciu to nie ten sam co na grobie? Ona jakby czytając w moich myślach odpowiedziała:

- Tak, to ten sam chłopak co na zdjęciu.

- Przykro mi, naprawdę..Przepraszam za to w szkole. - Powiedziałem i mówiłem prawdę, chociaż ona nie do końca mi chyba uwierzyła.

- Minął rok, odkąd go ze mną nie ma. Zginął przeze mnie, to mnie chciał zabić ten debil z nożem.. Bardzo mi go brakuje była to jedyna osoba, dzięki której dowiedziałam się co to miłość. - Mówiąc ostatnie słowa, po jej policzkach pociekły kolejne łzy. Nienawidziłem jak ktoś przy mnie płakał, no bo co ja niby mam teraz zrobić? Nie rozumiem kobiet i ich uczuć.

- Wiesz chętnie bym cię przytulił, ale nie chce dostać z liścia czy coś. - Powiedziałem i lekko się uśmiechnąłem.

Ps. Wiem, że jestem głupia. Milion razy zmieniam zdanie na jaki temat ma być blog. Ale teraz na 100 % będą opowiadania.
Czytasz=komentujesz :)

Prolog.

Dzisiaj mija rok. Mimo, że minęło tyle czasu ja nadal nie mogę się z tym pogodzić. Teraz stoję przed oknem i patrzę na krople deszczu spływające samotnie po szybie. Chciałabym zniknąć albo uciec gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Lubię samotność, ale to może dlatego że jestem samotna. Co prawda mam rodziców, ale dość często mam wrażenie że oni nie mają córki. Czasami bywa ciężko, nawet bardzo. Potrafię płakać całymi godzinami i przesiadywać w swoim pokoju, myśląc co by było gdyby. Najgorsze jest to, że mogę powiedzieć "kiedyś byłam szczęśliwa", ale wszystko zmienił ten wieczór w którym on odszedł...odszedł na zawsze.