Klaudia: Gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki zbliżające się w moją stronę, czyżby ktoś był na tyle głupi co ja i spaceruje w deszczu? Pomyślałam zdziwiona. Nie chciałam się odwracać, nawet nie interesowało mnie kto tam idzie. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i zapomnieć o świecie. Już kierowałam się do mojego celu gdy usłyszałam tak dobrze znany mi głos:
- Przepraszam.
Boże, czy on mi nigdy nie da spokoju? Mam gdzieś jego przeprosiny, jeszcze trochę i oskarże go o prześladowanie. Od samego rana za mną łazi jak jakiś chory psychicznie. Już miałam nic nie odpowiadać tylko iść dalej do domu, ale wpadł mi do głowy pewien pomysł.
- Przyjmę przeprosiny pod jednym warunkiem. - powiedziałam trzęsąc się przy tym z zimna.
- Jakim? - Zapytał zdziwiony chłopak.
- Dasz mi raz na zawsze święty spokój.
Powiedziałam to i ruszyłam w stronę swojego domu, a od chopaka tylko uslyszałam słowa "Ok, jak sobie życzysz" Po chwili byłam już w domu i nie mówiąc nic nikomu poszłam przebrać się w suche ciuchy i poczytać książke. Jednak coś nie dało mi się skupić, czułam się z tym źle ale nie wiedziałam co to było. Po dziesięciu minutach zrezygnowałam i postanowiłam zająć się czymś innym. Podeszłam do okna i patrzyłam na niebo po chwili mój wzrok powędrował na pewien ruchomy punkt wchodzący do domu moich sąsiadów, to był on. Teraz już chyba wiem co nie dawało mi spokoju i nie mogłam się skupić..miałam wyrzuty sumienia, że tak go potraktowałam. Przez chwilę nawet ogarnęła mnie chęć pójścia do niego i powiedzenia mu tego czego jeszcze nigdy nikomu nie mówiłam. Czyli jak bardzo jest mi źle, że nikt mnie nie rozumie i nie zauważa, a jak już pojawił się on nie chciałam mieć nikogo. Wiem, jestem dziwna i wcale mi to nie przeszkadza. Leżałam tak jeszcze chwilę i nawet nie zauważyłam kiedy usnęłam. Rano obudziło mnie głośne trzaśnięcie drzwi, spojrzałam na zegarek i zorientowałam się że mam jeszcze piętnaście do rozpoczęcia pierwszej lekcji - historii. Przedmiot, którego od zawsze nienawidziłam, a nauczycielka tego przedmiotu nie tolerowała spóźnień. Szybko się ubrałam i bez śniadania wybiegłam z domu, chyba pierwszy raz "biegłam" jak dla mnie bieganie jest najgorszą czynnością jaka może mnie spotkać. Gdy byłam już w szkole było pięc minut po dzwonku no tak świetnie, a wiecie co było najlepsze? Po chwili do szkoły wbiegł też zaspany Damian. Jak wparujemy razem do klasy to będzie niezły dym. Bez słowa oboje weszliśmy do klasy i odrazu wszystkie oczy zostały skierowane na nas, a nauczycielka przemówiła:
- No proszę, proszę kogo my tu mamy. Co macie na swoje usprawiedliwienie? - Zapytała, a ja już miałam odpowiedzieć, ale powiedział Damian.
- Pani, profesor bo to jest moja wina. Już byłem pod szkołą, ale zobaczyłem Klaudie i ją zatrzymałem.
- Ahh tak, więc będzecie mieli sporo czasu, żeby sobie pogadać po lekcjach. Posprzątacie schowek w sali gimnastycznej. I radzę nie dyskutować bo w bibliotece też przydałoby się posprzątać.
Byłam wkurzona i.....głodna w końcu nie zjadłam śniadania. Pozostałe lekcje minęły dość szybko i fajnie bo nie było żadnej niespodzianki w stylu "wyciągamy karteczki". Ten dzień chciałam mieć jak najszybciej za sobą, ale najgorsze było dopiero przede mną. W szkole poza nami był jeszcze tylko woźny, który tamtego pamiętnego dnia dał Damianowi klucze od mojej szafki. Gdy zajrzałam do tego schowka myślałam, że chyba śnie. Ostatni raz ktoś tam sprzątał chyba przed wojną. Bez słowa zaczęłam przeglądać nasze szkolne "wynalazki" do ćwiczeń i zastanawiać się do czego one służą. W szkole jak nigdy było bardzo cicho, a mi to nie przeszkadzało. Lubię ciszę, to jest takie miłe uczucie, można pozbierać myśli. Jednak moje myśli błądziły tylko do chwili w której kazałam mu się ode mnie odwalić, nawet nie wiem dlaczego to zrobiłam może bałam się, że on będzie pierwszą od bardzo dawna osobą która zakłóci moje spokojne i poukładane życie. Chociaż czy to można nazwać spokojnym życiem? Ciągle mam ochotę płakać, nie lubię ludzi, jestem bardzo samotna i cholernie nieszczęśliwa, dla mnie to było normalne życie...ale przecież to jestem ja. Mimo, że cisza która tu panowała była taka jak inne, to przeszkadzało mi to że nie mogę usłyszeć jego głosu....zaraz o czym ja myślę? Po kolejnych minutach tej niezręcznej ciszy, powiedziałam coś co bardzo mnie zdziwiło.
- Przepraszam Cię.
- Słucham?! - Odpowiadział równie zdziwiony co i ja chłopak.
- No więc, ja wcale nie chce żebyś dał mi spokój. Ja wtedy przesadziłam. Po prostu myślę że chyba powinieneś traktować mnie tak jak reszta klasy czyli jakbym w ogóle nie istaniała.
- Ale ja nie mogę w ten sposób, odkąd tylko cię zobaczyłem wiedziałem że jesteś inna tylko nie potrafiłem tego w jakiś normalny sposób wyrazić. - Odpowiedział Damian.
- Lepiej będzie jak dokończmy sprzątanie, chce na kolacje wrócić do domu. - Powiedziałam i bez słowa zaczęłam dalsze porządki.
Damian: Powiedziałem jej to co chciałem, a ona po prostu zmieniła temat. Nie wiedziałem kim jest ta dziewczyna, że tak na mnie działa. Gdy tylko ją widzę moje serce zaczyna mocniej bić, czuje te pieprzone motylki w brzuchu więc teraz tylko czekać na "i żyli długo i szczęśliwie". Ale...przecież to nie powinna być ona, nie wiem dlaczego tak mnie do niej ciągnie. W tej dziewczynie jest coś "wyjątkowego", ale przecież to ja Damian Nowak, a myślę jak jakiś przereklamowany romantyk. Mogę mieć każdą dziewczynę, a ona i tak mi kiedyś ulegnie. Tylko nadal martwiło mnie to, że przy tej dziewczynie zmieniam się jakbym całkiem nie był sobą. Po dwóch godzinach pracy w szkole, oboje poszliśmy do swoich domów. Właściwie to szliśmy razem, ale osobno. Gdy doszliśmy do siebie rzuciliśmy sobie tylko oschłe "cześć" i po chwili oboje byliśmy już w swoich posiadłościach. Nawet nie zdążyłem zdjąć butów, a Majka już mnie torturowała pytaniami:
- Mmm, a co to za romanse brat? Widzę, że już się polubiłeś z naszą sąsiadką skoro tak razem wracacie do domu.- Powiedziała z tym jej cwanym uśmieszkiem.
- Oo ktoś tu nie ma własnego życia? Lepiej mi zejdź dziewczyno z drogi, a jak chcesz coś zrobić pożytecznego to poproszę jakiś dobry obiad. - Powiedziałem i jak zwykle przy naszych "sprzeczkach" posłałem jej coś w rodzaju wrednego uśmiechu.
- Chyba śnisz chłopcze, ja wychodzę pa.
Po naszym jakże pieknym pożegnaniu, poszedłem na górę do swojego pokoju. Dopiero dzisiaj zorientowałem się, że mój i Klaudii pokój są naprzeciw siebie. W tej chwili dziewczyny nie było w pokoju, a ja zawiedziony zacząłem sprawdzać jakie mam lekcje do odrobienia. Miałem zrobić tylko jakieś zadania z matmy, przedmiotu którego nienawidzę. Nie miałem już siły na myślnie więc wybrałam się na krótki spacer. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego życie jest takie dziwne. Niby wszystko jest dobrze, ale czegoś mi brakuje, a raczej kogoś. Idąc przez park, zauważyłem moją siostrę no tak ona jak zawsze włóczy się ze swoimi koleżankami. Udając się dalej przed siebie nie zwróciłem na nie uwagi i pogrążyłem się w dalszych rozmyśleniach. Nawet nie zauważyłem kiedy nadeszła noc, nie chciałem aby rodzice się o mnie martwili i zawróciłem do domu. Idąc tak, zauważyłem Klaudię aż uśmiech sam zagościł na mojej twarzy. Podeszłem do niej i się odezwałem.
- Nie za późno na spacerek?
- Dla mnie nigdy nie jest za późno. Ale miałam już zamiar wracać, zrobiło się trochę późno.
- To może cię odprowadzę? Właśnie idę do domu. - Zaproponowałem.
- Właściwie to czemu nie. - Odpowiedziała.
Ps. Post był pisany wcześniej, miałam go pisać od nowa ale nie było czasu. Nie jest za dobry, ale obiecuje poprawę przy następnych. :)
Podoba mi się. Chcę więcej :*
OdpowiedzUsuńCiekawe- widać, że lubisz pisać! :)
OdpowiedzUsuńCzekam na cd.
+ zapraszam;
ewaa-farnaa-ef.blogspot.com
Skoro już tak świetnie piszesz to popracuj nad wyglądem bloga, bo on zniechęca
OdpowiedzUsuńNie uważam, że tak "świetnie" pisze tylko robię to co lubię. A wygląd miałam już wcześniej zmienić tylko nie miałam czasu wchodzić na bloga.
Usuń